Trzeba być idiotą albo mną, żeby nie zaliczyć mikro. Albo jednym i drugim. Po raz drugi oblałam kolosa, jak obleję raz jeszcze to wylatuję.Cudacznie.
Wkuwam matmę razem z Alanem, klnę, rzucam papierami po pokoju. Denerwuję się. Jakim cudem mi nie zaliczono zadań, a osobom wokoło tak? Przecież mieliśmy to samo. Wniosek? Choćbyś się starał, uczył nie wiadomo ile i miał zajebiaszczaste ściągi, jeśli wykładowca się na ciebie uweźmie, to udupi cię z błahego powodu. Nie ma sprawiedliwości na tym świecie.
Jutro po matmie, razem z Szymonem, ogarniamy statystykę. Jeśli ogarnę i napiszę zbója na 3, to będę najszczęśliwszą osobą na świecie (no ale ta mikro....).
Idę się użalać nad matmą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz