Nie, żeby coś, ale...
Czuję się dzisiaj tak, jakby to był najgorszy dzień na ziemi. Boli mnie głowa. Mam pozacinane ręce. Ledwo widzę. To pewnie przez to, że łzawią mi oczy, ot tak, bez powodu. A nie, przepraszam, powód jest taki, że szczypią jak cholera i nie wiem od czego.
Uczę się. Historii. Znowu przerabiam materiał na rozszerzenie. I nie ogarniam, po raz kolejny zresztą. Nie wiem, jakim cudem nauczę się tego wszystkiego do maja, mając po drodze kolokwia i początki egzaminów sesji letniej.
Wniosek? Jestem jak kamikaze. Świadomie się narażam.
Uwielbiam dzisiejszy zachód słońca. Dzisiejszą słoneczną pogodę. Temperaturę, która przekroczyła cztery stopnie na plusie. I szarlotkę, która wiernie czeka w lodówce, aż przełamię wszystkie smutki. A do tego momentu minie wiele czasu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz