Alleluja, czuję, że jest lepiej.
Pierwsza wolna niedziela się szykuje, co oznacza...Oglądanie seriali cały dzień.
Nadrabiam zaległości w pisaniu - ostatnio wena zaskoczyła mnie o 24, kiedy teoretycznie człowiek nie jest już w stanie ogarnąć rymów.
Marcin doskonale wie, co mam na myśli.
Piątek...Ulubiony dzień tygodnia, świadomość weekendu. Tak jest w czasie roku akademickiego. Teraz piątek jest moim małym początkiem tygodnia. Wyznacza to, jak długo będę stać, cierpieć z powodu gorąca. Ale daje też satysfakcję tego, że zarabiam. Bo Dean sam się nie napatoczy do domu.
Popadam w kofeinowy nałóg - kawa, kawa, kawa...Ewentualnie i bardzo rzadko - cola bądź pepsi. Nie wiem, czy to efekt nieustannej pracy czy chęci pozostania w stanie trzeźwego i racjonalnego myślenia..
A w razie pytań - odsyłam na Ask.fm, bo mimo tego, że jestem padnięta, to odpowiem dzisiaj/jutro/w najbliższej przyszłości na pytania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz