Piątek. Zamiast się zacząć uczyć na prawo lub mikroekonomię, sprzątnęłam wszystkie szafy, szafki, półki, wyrzuciłam niepotrzebne papiery. To niepodważalny znak, że sesja się zbliża.
Zawaliłam drugie koło ze staty, zatem zbój się szykuje. Ale za to, na 99,9% zaliczyłam psychologię, wyniki ponoć za tydzień będą. Słucham sobie "Forever" zespołu City of Mirrors i popijam sok pomarańczowy. Dzisiaj kolęda, a ja prawdopodobnie do godziny 17 będę sama w domu. Cudnie.
Czeka mnie rozmowa z Marcinem, o ile obudzi się do godziny 16 (w co szczerze wątpię), ponieważ mięliśmy omówić pewne techniki szybszej nauki.
Wiem, wiem, przynudzam na tym blogu, ale postanowienie zostało nieprzerwane, więc nie dziwię się, że powoli nie mam o czym pisać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz